TTG Polska Dziennik Turystyczny

Tallin – warto zdążyć

Tallin
Fot. Leszek Nowak

Warto zobaczyć tę północnoeuropejską stolicę, skąpaną w morzu świateł białych nocy w sezonie letnim. Jest klimatycznie, trochę jak w niemieckich miastach i bardzo międzynarodowo.

Jedna twarz tego hanzeatyckiego miasta to dopieszczana turystycznie starówka ze wzgórzem zamkowym. Jest ona prawie zamknięta murami miejskimi i wypełniona kamieniczkami dawniej pełniącymi również rolę spichlerzy z charakterystycznymi belkami dźwigów u poddaszy.

Z drugiej strony – poprzez zasłonę postsowieckich budowli – wychodzi się w nowoczesny designerski świat luksusowych budynków mieszkalno-usługowych dzielnica Rotermann. Zróżnicowane architektonicznie ekskluzywne apartamenty wkomponowane również w dawne elementy infrastruktury portowej i nabrzeży oraz miasteczko saun nad brzegiem wprowadza w klimat sielskiego wypoczynku nadmorskiego.

Na rynku staromiejskim z urokliwym ratuszem i starą apteką, która wciąż funkcjonuje, spotykamy wycieczkę z Polski. Jednak dominującym klientem są Finowie. Z pełnych – głównie niemieckich i fińskich turystów – tarasów wzgórza zamkowego (podobnie jak z wież kościelnych) roztacza się wspaniały widok na miasto i morze.

Tallin
Fot. Leszek Nowak

Na turystów czekają również zabytkowe kawiarnie, czekoladziarnie i ciekawe sklepiki ze średniowiecznymi specjałami lub bursztynami ulokowane w zabytkowych pasażach. Przewodnicy przebrani w stroje z poprzednich epok prowadzą śladem Bractwa Czarnogłowych przez dawniej bogate kupieckie gildy, bractwa czy cechy.

Uratowana i odrestaurowana cerkiew na wzgórzu, wraz z długimi podziemnymi chodnikami fortyfikacji i schronów wiodą zainteresowanych ze średniowiecza w realia postsowieckiego miasta. Natomiast w wystroju gotyckiej katedry zaciekawienie wzbudzają całe ściany pokryte tarczami różnych rodów rycerskich.

Muzeum morskie ulokowane jest w stylowej baszcie i olbrzymim dawnym hangarze hydroplanów ze zrekonstruowaną łodzią podwodną, a posiada również ekspozycje statków i okrętów na nabrzeżu i wodzie.

– W Tallinie jest drogo – jak mówi nasza rozmówczyni Hele Lõhmus z departamentu turystyki Visit Tallin, ale wciąż taniej niż w Finlandii. Po 2 ok. godzinnej podroży z Helsinek, przypływają tłumnie Finowie, głównie na zakupy, które często łączą z różnymi usługami. Ceny mogą zaszokować polskiego turystę, ale u nas również w Świnoujściu rynek dostosował się cenowo do zagranicznego, a nie Polskiego turysty. Sprawnie działa centralnie usytuowana informacja turystyczna i systemowa karta turystyczna Tallinn Card, pozwalająca nie tylko odwiedzić wiele ciekawych muzeów za darmo, ale również poruszać się komunikacją miejską.

Tallin
Fot. Leszek Nowak

Zaskoczyć Polaków mogą długie stoiska z alkoholami w marketach, płatne koedukacyjne toalety w centrach handlowych i duża ilość mieszkańców mówiących śpiewnym jeżykiem rosyjskim.

Polskim akcentem zwiedzających miasto jest tablica dotycząca internowania tu łodzi podwodnej „Orzeł” oraz historyczne podboje tych ziem znanych jako Inflanty przez króla Batorego.

Dalej od centrum staromiejski klimat ulega zmianie i dominują dzielnice pełne drewnianych domów mieszkalnych, kolorowych fasad pokrytych bajecznie długimi deskami. Taki krajobraz drewnianej zabudowy jest charakterystyczny dla małych miasteczek i wsi estońskich.

Dojazd z Polski nie stanowi problemu i wiele biur turystycznych wraz z Wilnem i Rygą mają tę stolicę Estonii w swoim pakiecie wycieczek. Tallin jest wielkości Wrocławia, ale można go scharakteryzować trochę jako „krakowo-gdańsk” nad morzem.

Autor: Agnieszka Nowak i Leszek Nowak, www.2ba.pl

Podziel się tą wiadomością ze znajomymi:

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *